Nie, nie był to koniec mojego życia. Miało się ono jednak teraz potoczyć po ścieżkach bardziej prywatnych – rodzinnych. W Toruniu Asia z Mironem przywitali
nas kwiatami, chlebem i solą oraz pokazem zabawnych tabliczek, które po kolei
odnajdywaliśmy w różnych pomieszczeniach naszego nowego mieszkania. Chcąc
zrobić nam niespodziankę, przeprowadzili kapitalny remont. Włożyli w to kawał
pracy i serca, co stanowiło znak łączących nas więzi. Już w drzwiach wisiała tabliczka:
„Witamy… Dojrzałą Parę”, a dalej – położone na nowych kafelkach: „Roboty ziemne”;
wreszcie „Reklamacji się nie uwzględnia”. Byliśmy rozbawieni i uradowani, choć po
mnie pewnie nie dało się tego poznać. Czułem się bowiem bardzo źle, a niebawem
trafiłem do szpitala, gdzie potwierdzono najgorsze obawy. I wszystko nagle… stało
się mało ważne, błahe. Szok przeżyła zresztą cała nasza rodzina. Przez chwilę
jakby zamarliśmy, porażeni tą wiadomością, a moje plany kontynuowania pracy
w Kuratorium Oświaty czy na Uniwersytecie stały się z dnia na dzień nieaktualne.
![]() |
| Ruiny świątyni Posejdona w Grecji |
