Przejdź do głównej zawartości

POCZĄTKI „MOJEJ ERY” (1943-1962)

Pierwsze kroki – w płomieniach i strachu

 
Porzecze (a wkrótce potem i Krynki) zostały zniszczone w 1944, kiedy doszło do
starć między wycofującymi się wojskami niemieckimi, a oddziałami generała
Kuzniecowa. Na stronach Doliny pełnej losu Sokrat Janowicz pisał: „Krynki, wypa-
lone w trzech czwartych (…), wytrzebione w 80%,(…) paliła się Pohulanka, buchał
pożarami Kaukaz36
, wyły samoloty z kpiną krzyży na bokach i skrzydłach”. A potem
przyszła „horda”, która budziła jeszcze większe przerażenie – wojsko sowieckie.
Oficer wywiadu AK por. Jan Łoziński meldował: „Miało się wrażenie, że to nie
wojsko (…) Wszyscy żołnierze kradną, nie wyłączając oficerów, nawet sztabowych”.
Byłem już na świecie, gdy moja mama ze mną, jako niemowlęciem, na ręku
została zmuszona przez Niemców do kopania okopów. Żołnierz wyrwał mnie z jej
ramion, rzucił na łóżko, a ją samą pogonił do roboty. Jednocześnie tata znalazł się
w trudnej sytuacji, zaszczuwany przez ruskich. NKWD bowiem zaczęło tropić
gorliwie takich jak on. Rozpoczęło operację zwalczania AK i WiN, którą kierował
zastępca dowódcy 3 Armii gen. Piotr Sobiennikow, a od października 1944 roku
gen. NKWD Wiktor Abakumow, komendant grupy specjalnej „Smiersz”. Dopaść
mieli go jednak dopiero dwa lata później.

Dzwonnica w Krynkach