Napisałem swoją autobiografię dla wszystkich, którzy chcą poznać moje działania i mój los....
Starość w sposób naturalny skłania do spojrzenia wstecz i
dokonania podsumowań. Spisując swoje wspomnienia, mogłem się jednak przekonać,
jak zwodnicza jest nasza pamięć. Ile z niej wymazuje czas i do ilu wydarzeń gubimy
„kod dostępu”. W tej sytuacji nieocenionym wsparciem okazały się notatki, które
sporządzałem przez większą część życia oraz gromadzone przez mnie skrupulatnie
materiały – dokumenty rodzinne i archiwalne, zdjęcia, listy, wycinki prasowe,
druki konspiracyjne, ulotki, a także spisywany przez ponad pół wieku dziennik.
Wertując po latach te – niekiedy zbyt drobiazgowe – zapisy, liczyłem na to, że
to właśnie dzięki nim nie rozminę się z prawdą – o sobie, moich przodkach, ziemi,
która mnie wydała oraz epoce, w której żyłem i ludziach, których napotkałem na
swojej drodze. Miałem też nadzieję, że przyglądając się w ten sposób swojemu
życiu, nie tylko lepiej zrozumiem samego siebie, ale może też ocalę od
zapomnienia jakąś cząstkę rodzinnego domu oraz „małej ojczyzny” (ziemi grodzieńskiej)[1],
dając przy okazji świadectwo czasów napięć i przemian, w których przyszło mi
żyć.
Moje wspomnienia sięgają lat czterdziestych XX wieku,
obejmując zasadniczo rzecz biorąc drugą
połowę XX wieku oraz pierwszą ćwierć wieku XXI. Pokazują drogę życiową,
która wiodła od wsi grodzieńskiej poprzez prowincjonalne szkoły aż po stołeczny
uniwersytet, by doprowadzić mnie następnie do pracy nauczyciela, który swoje szlify zawodowe zdobywał na różnych poziomach
systemu edukacji, w różnych miastach i krajach, a nawet w różnych systemach
społecznych (najpierw komunistycznego PRL-u, a następnie liberalnej demokracji
wolnej Polski), poznając po drodze także tajniki funkcjonowania administracji
oświatowej podczas pełnienia funkcji dyrektora szkół czy kuratora oświaty.
Próba zrozumienia siebie skłoniła mnie jednak do położenia
nacisku także na przeszłość poprzedzającą moje narodziny, co wiąże się z
fundamentalnym pytaniem: „Skąd przybywamy?” Podejście to zaś zadecydowało o
tym, że moja relacja wzbogacona jest o wątki historyczne (oczywiście na tyle,
na ile jest to możliwe w tego rodzaju tekście). Jego napisanie zaś okazało się
zadaniem dużo trudniejszym, niż sądziłem. Wbrew pozorom bowiem pewne nawyki
myślowe związane z wcześniej wydanymi przeze mnie książkami oraz prowadzonymi
badaniami historycznymi niekoniecznie były w tym przypadku pomocne. „Choroba
zawodowa” sprawiała bowiem, że ciągnęło mnie w stronę nadmiernej
szczegółowości, rozprawy historycznej, archiwalnego dokumentu, niż wspomnień
jako takich. Trochę trwało, zanim wyszedłem z impasu i złożyłem wreszcie ten
tekst w całość…, mam nadzieję, nadającą się do czytania.
W przypadku tego typu publikacji niezwykle ważne jest
otoczenie, z którym można dzielić się swoimi wątpliwościami i pomysłami.
Dlatego w pierwszej kolejności chciałbym bardzo podziękować mojej najbliższej rodzinie. Żonie Jagodzie (Jadwidze Kazimierze Bielskiej)
wdzięczny jestem za liczne rozmowy – zwłaszcza te o miejscach pracy, w których
byliśmy zatrudnieni oboje (czyli o Liceum Ogólnokształcącym w Ostródzie oraz
Zespole Szkół Ogólnokształcących przy Ambasadzie Rzeczypospolitej Polski w
Sofii). Córce Asi (Joannie Katarzynie Bielskiej-Krawczyk) dziękuję z kolei za pomoc przy ostatecznej
redakcji tekstu – za „korekty” literackie, a przede wszystkim za umiejętność
wydobywania głębszych sensów z przytaczanych przeze mnie faktów. Natomiast jej
mężowi Mironowi (Mirosławowi Antoniemu Krawczykowi)
– za… „komputerowe korepetycje”. Dziękuję także moim siostrom (Wacławie,
Teresce i Ani) za rozmowy o naszym dzieciństwie. Ciepło myślę o starszym bracie
Kazimierzu (już ś.p.), z którym przed laty rozmawiałem i
prowadziłem korespondencję na temat Porzecza. Dziękuję również Cecylii Bach-Szczawińskiej (zajmującej się dziejami Krynek) za
udostępnienie archiwaliów dotyczących Porzecza i Krynek właśnie.
Pragnę przy tej okazji wyrazić też uznanie wobec śp. ks. Tomasza
Bielskiego (naszego kuzyna) za „przetarcie szlaków” w
„tropieniu” losów rodziny Bielskich i „rodzin
spokrewnionych”. Moje podziękowania
za wszelkie informacje o rodzinie należą się również: Ludwikowi
Bielskiemu, Janowi Marcińczykowi, Jarosławowi Machnaczowi, Wacławie
Dogadalskiej, Irenie
Biegańskiej-Zwierzyńskiej, siostrzenicy Hani Annie
Bogdan oraz synowi mojego bratanka – Maciejowi
Bielskiemu, który od pewnego czasu
tworzy drzewo genealogiczne Bielskich. Wreszcie kryńskim
proboszczom: Janowi Losce, Janowi Kurowskiemu i Markowi Wiśniewskiemu dziękuję za udostępnianie ksiąg parafialnych.
Pragnę też wyrazić swoją radość z poznania i możliwości
cieszenia się przyjaźnią śp. profesora Andrzeja Bielskiego z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (UMK), z którym przez lata poszukiwaliśmy
wspólnych korzeni, niejedną godzinę spędzając nad kserokopiami dokumentów z
archiwów Białegostoku, Równego, Goniądza i Suchowoli. W znaczący sposób
pogłębiły one naszą wiedzę o Bielskich z Kresów, chociaż nie rozwiały wątpliwości. Czuję
się też zobowiązany wobec prof. Czesława Łapicza za wspólne kresowe wypady i za wspieranie
mojej pamięci dotyczącej czasów nauki w Liceum Ogólnokształcącym (LO) w Sokółce
oraz tej związanej z naszą kooperacją podczas powoływania do istnienia w
Toruniu Gimnazjum Akademickiego. Bez jego współpracy i dużego zaangażowania, ta
– dziś odnosząca niemałe (chociaż ciągle nie na miarę naszych ówczesnych marzeń
i planów) sukcesy placówka oświatowa – nie mogłaby powstać. Jestem niezmiernie wdzięczny
także prof. Bogdanowi Burdziejowi, że zechciał poświęcić czas,
by przeczytać te memuary i podzielić się uwagami.
[1] Przywiązanie do „małej ojczyzny” zadecydowało m.in. o tym, że w 1988 r. zostałem
członkiem (legitymacja nr 129) Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej
(w skład której wchodziła w swoim czasie Grodzieńszczyzna). Inicjatywa
utworzenia Stowarzyszenia wyszła od prof. Wilhelminy Iwanowskiej z UMK oraz od pracownika toruńskiej „Elany” – Wiesława
Żurowskiego. Zarejestrowano je (17 XI
1988). Przez pierwsze 10 lat kierowali Stowarzyszeniem moi koledzy: prof. Sławek
Kalembka (prezes) oraz wiceprezesi: dr Michał Wazgird i prof. Czesław Łapicz. Wziąłem także udział w sesji
naukowej połączonej z wystawą Grodno i
jego dzieje, zorganizowanej przez Uniwersyteckie Koło Miłośników Ziem
Kresowych UMK (VI 1995).
